|
Teraz przyszedł czas na czwarty krążek muzyków zatytułowany „Burgerbar”, który dostarcza 12 gorących dań utrzymanych w klimatach rock and rollowo punkowych. Jest również melancholijnie i nastrojowo, dojrzale w aspekcie melodii i liryki.
Do „Burgerbaru” zaprasza „Dziewczyna z naprzeciwka” - utwór, który był grany przez zespół na wcześniejszych koncertach. Melodyjny, typowo koncertowy utwór. To jedna z tych „Dziewczyn” w których człowiek zakochuje się od pierwszego usłyszenia.
Piosenka w poważniejszym tonie to „Blues o robotniczej krwi”. Tekst bardzo wymowny społecznie. Wyczuwa się tutaj śląski akcent, którego w nowych utworach jest wiele. Ta piosenka obrazuje polski krajobraz społeczeństwa, jego egzystencje, przemijanie, nieustanną walkę zwykłego człowieka z zaskakującą na każdym kroku codziennością. Podobnie w balladzie „Trybuna ludu”, gdzie Jacek Stęszewski dobitnie komentuje poczynania IV RP i to, co z nią związane. Jeden z najbardziej wymownych tekstów w dyskografii zespołu („usiadł nowy król na tron, zaślepiony naród hymnem wita nowy rząd, sam diabeł się śmieje z poskładanych rąk. Wszystkie pakty, koalicje błogosławi ksiądz. Nieważny głos tłumu, głośniejszy od bomb - ważne by zdobytej władzy nie wypuścić z rąk”).
Tytułowy „Burgerbar” to szybki, melodyjny utwór utrzymany w klimacie Końca Świata i idealnie sprawdzający się na koncertach. Odbieram go jako swojego rodzaju oprowadzenie słuchacza po jasnej i ciemnej stronie Katowic - mieście, z którego pochodzi grupa. Po pierwszym przesłuchaniu przyszedł mi na myśl „Ezoteryczny Poznań” Pidżamy Porno. W Poznaniu „jeżdżą szemrane auta”, a w Katowicach „chłopaki w kradzionych autach”. Jeśli się wzorować to na najlepszych. Jeden z faworytów na płycie.
„Z własnej woli” to z kolei skojarzenie w aspekcie muzycznym z zespołem Akurat. Jednak na uwagę zasługuje w tej piosence refren, w którym Jacek Stęszewski wspomagany jest subtelnym damskim wokalem, o pięknej i zalotnej barwie głosu. Po prostu miód dla słuchacza.
„Bieda” to zdecydowanie najsłabsze danie w menu „Burgerbaru”. Jednak tekst bardzo wymowny społecznie.
„Czeski sen”, muzyczna i tekstowa bomba bez nutki banału, szczera i prawdziwa. Moim zdaniem zdecydowany numer jeden „Burgerbaru”. Za każdym razem słuchając tego utworu przechodzą mnie ciarki i odbieram go bardzo emocjonalnie. Smaczku dodają instrumenty klawiszowe, dzięki którym utwór zyskuje jeszcze bardziej. Brawa za frazę „przed nami noce szeleszczących warg” i „W pustym pociągu pustka i my. W przedziałach tylko trzaskają drzwi”.
Singlowy „Wystarczy, że serce mi bije” to murowany hit z chwytliwą melodią, tekstem o tęsknocie za drugą osobą, poszukiwaniu swojej drugiej połowy.
Utwory odbiegające stylistycznie od pozostałych to „Piosenka o śmierci” oraz zamykający album „1980” z przepięknym, refleksyjnym tekstem oraz skrzypcami i wiolonczelą w tle. Utwór śmiało można określić manifestem pokolenia dwudziestoparolatków. Po prostu poezja.
Nie stwierdzę, że jest to najlepszy album w dorobku Końca Świata, chociaż jako wielki kibic tego zespołu stwierdzam, że słucha mi się go najlepiej spośród wszystkich.
To płyta przepiękna w warstwie tekstowej, co podkreślam za każdym razem. Daje się w nich dostrzec przywiązanie do miasta, z którego zespół pochodzi. Jacek Stęszewski porusza tematy polskiej egzystencji, problemów, z którymi mierzymy się każdego dnia, problemy natury miłosnej, tęsknoty za tą miłością, jej poszukiwania, nawiązuje do wspomnień, obrazuje polską codzienność. Muzycznie jest to ten Koniec Świata, który unormował swój styl na poprzedniej płycie, czyli rock and rollowe numery poprzeplatane z balladami. Mimo to, muzycy nie boją się poeksperymentować z dźwiękami jak ma to miejsce we wspomnianej „Piosence o śmierci” i w „1980”. Dodatkowo to płyta świetnie zaaranżowana. Jestem w głębi przekonany, że po tym albumie Koniec Świata zostanie wreszcie dostrzeżony, ponieważ potwierdził, że zasługują na to bez cienia wątpliwości.
Warto było czekać na otwarcie „Burgerbaru”. Długo z niego nie wyjdę. Póki się nie przejem.
Michał Zuszek
|