|
Bardzo obawiałem się tego albumu przez to, że muzycy wielokrotnie zapowiadali, że będzie zdecydowanie inny od poprzedników. Z bardzo smutnymi melodiami, nie optymistycznymi tekstami. Z drugiej strony, jako miłośnik dokonań tego zespołu ciekawy byłem twórczej „reinkarnacji” happysad. Z niecierpliwością oczekiwałem na 1 września, kiedy to płyta miała oficjalną premierę.
Pierwsza rzecz, na którą warto zwrócić uwagę na „Nieprzygodzie” to brzmienie na europejskim poziomie, za które odpowiada ceniony producent, Leszek Kamiński. Widać i słychać również to, że zespół w ostatnim czasie poczynił duże postępy w graniu, w jej technice. Pod tym względem płyta jest perełką dopracowaną w każdym szczególe. Już to sprawia, że obok trzeciego dzieła happysad nie można przejść obojętnie.
Album otwiera singlowy kawałek „Milowy las” z głośnymi gitarami na początku, które następnie przechodzą w łagodniejsze tony, by potem uderzyć ponownie. Do tego całość opatrzona fajną solówką i tekstem dotyczącym niespełnionej miłości. Tematu, który wokalista i autor teksów, Kuba Kawalec porusza często. Utwór jest jednym z najlepszych, jakie zespół popełnił.
Kolejny utwór - legenda, który niewiele osób słyszało wcześniej, jednak dużo o nim się mówiło to „Styrana”. Zdecydowanie mój faworyt. Przyjemny rytm, mocny tekst. Całość dopieszczona trąbką Janusza Zdunka z Kultu.
Pierwszą trójkę płyty zamyka „Damy radę”. Piosenka idealna na koncerty. Szybka, melodyjna i przebojowa. Opowiadająca o tym, że w życiu trzeba wybrać między pasją do muzyki a miłością do ukochanej osoby. Mimo to trzeba się poświęcić, mając świadomość, że „będą lata tłuste i gorące, ale też nieklejące się wcale. Poprzecinane deszczem, pozalepiane żalem”.
Następnie na „Nieprzygodzie” wkrada się zapowiadany smutek, melancholia w utworze „Długa droga w dół”. Chyba najlepszy tekst autorstwa Kawalca w całej dyskografii zespołu. Nic dodać, nic ująć. Tego po prostu trzeba posłuchać. Dawno nie słyszałem tak szczerego, bez żadnego banału, dającego do myślenia tekstu o miłości.
„Jałowiec” to utrzymana w klimatach reggae wizja sielankowego świata, gdzie „upadły wszystkie rządy, wyginęły niemrawe koalicje”, „stoi twardo na nogach kulawy dotąd system edukacji”. Podsumowaniem jest fraza końcowa: „jaki piękny świat wokół nas”. Naiwne, ale należy mieć nadzieję.
Pozostałe utwory to naprawdę smutne melodie, pesymistyczne, momentami wręcz dołujące. Jednak tak bliskie młodemu człowiekowi, że można się z nimi na swój sposób utożsamiać. Przykład to utwór „Tak się boję”, gdzie podmiot liryczny boi się samotności, obawia się przyszłości. Żyje w ciągłej niepewności o lepsze jutro. Podobnie rzecz ma się z „Ludzie chcą usłyszeć wieści złe”.
Przebojowe „Powroty - utwór bardzo na czasie, dotyczący aktualnego problemu jakim jest emigracja młodych ludzi za granicę.
Każda piosenka ma w sobie spory potencjał. Obrazuje to, że muzycy happysad mają pomysł na swoją twórczość. To co różni nowe piosenki od tych z poprzednich płyt to ich rozbudowanie. Nie jest już schematycznie, na zasadzie zwrotka - refren - zwrotka - refren. W każdym kawałku występuje różnorodność, solówki, przejścia z wolniejszych rytmów na szybsze i odwrotnie. Tą płytą happysad pokazał chyba wszystkim przeciwnikom oraz tym, którzy klasyfikowali ich jako zespół punkowo - rockowy jak bardzo się mylili, choć zawsze podkreślali, że są jak najdalej od punk - rocka.
„Nieprzygoda” to album dojrzały, przemyślany, stojący na równym, wysokim poziomie. Wyznaczający nową jakość zespołu, który śmiało można powiedzieć stał się niemal w pełni profesjonalny.
Mimo to chciałbym usłyszeć na kolejnych wydawnictwach klimaty ich debiutu.
Michał Zuszek
|