Google
ATLAS KONCERTOWY
:: Chorzów
:: Gdynia
:: Gdańsk
:: Katowice
:: Kraków
:: Opole
:: Łódź
:: Poznań
:: Sopot
:: Warszawa
:: Wrocław
:: Zabrze
:: Zduńska Wola
NEWSLETTER


WSPÓŁPRACA

Auto Komis Zduńska Wola
Auto Komis Zduńska Wola
Auto Komis Zduńska Wola
Droga przez Jarocin

Dokładnie rok temu dostaliście nagrodę Jury, podczas festiwalu w Jarocinie 2006. Co od tego czasu się zmieniło?
- Najwięcej zmieniło się, jeśli chodzi o nacisk mediów. Jednak dalej jesteśmy tym samym zespołem, co wcześniej. Ta nagroda głownie pomogła w tym, że mogliśmy nagrać drugą płytę, w profesjonalnym studiu w Łodzi.

Byliście wyraźnie zaskoczeni zwycięstwem.
- Każdy jedzie do Jarocina żeby dobrze zagrać i po cichu liczy na wygraną. Na nic wielkiego nie liczyliśmy. Graliśmy w Jarocinie rok temu i znaliśmy swoje miejsce w tym konkursie. W tym roku było inne jury i udało się wygrać.

Byłeś w Jarocinie jako widz?
- Pierwszy raz byłem tam w wieku 9 lat. Jeździłem do babci trasą przez Jarocin. Któregoś dnia mama nakłoniła ojca, żeby się zatrzymać na festiwalu. Impreza zrobiła na mnie wielkie wrażenie, pamiętam je do dziś. Z perkusistą zmazy znamy się od 6 roku życia. Zaczynaliśmy wspólnie słuchać takiej muzyki.

Skąd czerpałeś jej źródła?
- Wtedy piractwo było rozwinięte na masową skalę. Wszędzie można było kupować kasety. Kiedyś radiowa trójka puszczała w całości płyty zespołów metalowych podczas audycji „metalowe tortury”. Radio było świetnym piratem bo można było sobie nagrywać muzykę na kasety. Tym przesiąkałem i tak już zostało. Na tej muzyce się wychowałem.

Pierwszy raz graliście w Jarocinie ponad 13 lat temu.
- Graliśmy w 1993 roku na tak zwanych „drzwiach otwartych” Jarocina. Nazywaliśmy się zmaza nocna i byliśmy nieokrzesanymi gówniarzami. To była totalna amatorszczyzna, pierwsze próby zaistnienia na polskiej scenie rockowej. Teraz widzę, że nie należało nam się tam wtedy grać.

Gdy by nie reaktywacja legendarnego festiwalu może już byście nie zagrali. Dobrze się stało, że Jarocin powrócił?
- Poznałem organizatorów i ludzi związanych z Jarocinem. W tym przypadku legenda jest pewnym kapitałem, który można wykorzystać, ale można też zniszczyć. Każdy fan gitarowego grania, powinien ten festiwal poprzeć i nie mówię tego jako laureat. Mówię z perspektywy ludzi, którzy się tą muzyką interesują. Samo słowo Jarocin wywołuje pewien dreszczyk emocji. Dlatego myślę, że można na tym zbudować coś nowego. Odciąć się od dawnego Jarocina, który był jedynym wentylem bezpieczeństwa i zbudować na tym solidny festiwal rockowy. Ja bym się tego nie wystrzegał i nie krytykował Jarocina. Zresztą każdy festiwal rockowy w Polsce jest potrzebny.

Kolejny, na którym zagracie, będzie Przystanek Woodstock?
- Marzymy o tym. W tym roku startowaliśmy, ale za bardzo nie liczyliśmy na występ. Dobrze, że Jurek Owsiak i jego ekipa decydują o tym, kto zagra. My cierpliwie czekamy, może się uda, jeśli nie to nie będziemy płakać.

Buntujecie się?
- Myślę, że jesteśmy zespołem buntowniczym. Szczególnie wyrażamy bunt przeciwko pop kulturze i znieczulicy młodych ludzi. Miejsce na bunt jest w tekstach.

W utworze „Sam na sam” nazywasz polityków chamstwem. Śpiewasz: „Bo nie chcę żyć jak ojciec i brat, bo wolę mieć swój własny świat, bez telewizji, wojen i kłamstw, bez polityków i innych chamstw”
- Tak, tylko my nie piszemy tekstów stricte o polityce. Nie raz ręce mi opadają i jestem tak zdesperowany, że mam zamiar coś jednak napisać. Na szczęście zazwyczaj kończy się na tym, że mówię o rzeczach, które dotykają zwykłych ludzi. Wiadomo, że polityka zawsze będzie nas podniecać i namawiać do tego żeby o niej pisać.

„(...) Nie wkurwiaj mnie teraz bo zaraz pęknę, mówiąc mi do ucha, że życie jest piękne”. Co cię tak denerwuje?
- Znieczulica, pogoń za pieniędzmi. Myślę, że to co materialne, nie jest tak bardzo istotne. Musimy myśleć o innym człowieku, nie zapominać o uczuciach, o tym co nas otacza. Powinniśmy uwrażliwić się na pewne sprawy. W naszych tekstach jest jasno powiedziane: białe jest białe, czarne jest czarne! Co mi się podoba a co nie.

Wasi fani czują tę ideę?
- Bunt objawia się szczególnie wśród nastolatków. Czasami to ziarno trafi na grunt punk rocka i zakiełkuje. Zawsze jest coś, przeciwko czemu można wyrazić swój protest i myślę, że właśnie ta muzyka pasuje ku temu.

A muzyka hip-hopowa? Mówi się, że to nowoczesny punk rock.
- Dla mnie w tej muzyce nie ma żadnej idei. Siedzenie na ławce i palenie marihuany to nie jest alternatywa dla młodego człowieka. Hip-hop to papka, miałka muzyka.

Czujesz się punkowcem?
- Trzeba by się zastanowić, co rozpatrujemy pod pojęciem punk rock.

Zastanówmy się.
- Glen Matlock z grupy Sex Pistols zapytany, kto to jest punkowiec, trafnie odpowiedział: - Punkowiec to osoba, która nigdy nie patrzy za siebie. A ja patrzę za siebie dość często, bo staram się wyciągać wnioski. Na pewno jest we mnie dużo punk rockowej energii. Są ludzie, którzy biorą sobie do serca tekst „no future” - bez przyszłości. Zapierdalają się wódką i nie robią nic ze sobą. Punkowiec powinien się rozwijać.

Jak przebiegał wasz rozwój?
- Zespół trwa od 1993 roku. Wtedy spotykaliśmy się bardziej towarzysko. Tak naprawdę zaczęliśmy się rozwijać w 2002 roku po lokalnym przeglądzie muzycznym „Młodzi mają głos” w Czarnkowie. Zdobyliśmy tam Nagrodę Grand Prix. Potem nagraliśmy demo Amademosz.

To był wasz przełom?
Wydaje mi się, że takim koncertem przełomowym był jednak ubiegłoroczny Jarocin. Ogólnie nigdy nie lubiliśmy form konkursowych. Każdy zespól się tego boi.

Dlaczego? Przeglądy młodych kapel są szansą na zaistnienie.
- Wtedy myślałem, że pojadę, wygram nagrodę, wpisze sobie na stronę i będzie fajnie. Często jest tak, że jak zespól zdobędzie jakąś nagrodę to nie idzie za ciosem. A to powinno mobilizować do dalszej pracy.

Wykorzystaliście swoją szansę w Jarocinie?
- Ten festiwal to szansa dla każdego zespołu, bo media nie mówią o tej muzyce. W momencie, gdy pojawiła się nagroda, ludzie zwrócili bardziej w naszym kierunku swoje oczy. Ktoś mógłby powiedzieć, że występowaliśmy na festiwalu mając już podpisany kontrakt płytowy. Sam zadałem sobie pytanie: może powinny wystąpić kapele, które nie mają jeszcze kontraktu? Zagraliśmy w konkursie bo nie było innej możliwości, żeby zagrać w Jarocinie. Nie byliśmy znani.

Teraz będzie łatwiej?
- Widzę postęp. W ogóle muzyka rokowa łapie oddech. Widać, że ludzie czegoś szukają i coraz częściej przychodzą na koncerty. W naszych realiach trzeba chodzić twardo po ziemi, zdawać sobie sprawę jaka jest rzeczywistość. Jeżeli ktoś chce robić muzykę to będzie ją robił, a taka wygrana jak nasza w Jarocinie może tylko w tym pomóc.

Również finansowo?
- Wszyscy pracujemy i dodatkowo poświęcamy swój wolny czas na koncertowanie. Często cierpią na tym nasze rodziny. Chcemy to robić a pieniądze są środkiem do tego żeby móc zorganizować kolejny koncert, kupić struny. Obecnie głownie zajmujemy się pracą zawodową i wątpię czy przyjdzie taki czas, że z niej zrezygnujemy. Chcę zorganizować wszystko tak, żeby oprócz pracy zawodowej mieć jeszcze siłę na granie.

Jak zareagowałeś na zachowanie zespółu Junk z Białegostoku, który został laureatem nagrody publiczności Jarocina 2006, nie przyjął „Złotego Kameleona” i rzucił ważącą 3 kg statuetką w publiczność?
- To młody zespół, który wywiesił na czyjąś prośbę transparent „Oddajcie nam Jarocin” Tyle tylko, że ci muzycy nigdy w Jarocinie nie byli. Wydaje mi się, że zespól Junk padł ofiarą spisku pewnych ludzi, którzy chcą pokazać festiwal w jak najgorszym świetle. A oni dali się sprowokować, choć może sami tego nie chcieli. To była głupia rzecz i sygnał do publiczności, że mają ich gdzieś bo nie rozumiem, jak można rzucić w publiczność statuetką zdobytą dzięki publiczności.

Wy w Jury nie rzucaliście?
- Ludzie często nas mylą. Ostatnio po koncercie ktoś podszedł do nas i zapytał, który z nas rzucił tą statuetką. Nie dziwie się, że się to kojarzy. Zmaza wygrała i ktoś tam rzucił, ale to nie my.

Rozmawiali Paweł Janczewski i Michał Zuszek

PATRONAT



Kontakt / Redakcja / Reklama / Webmaster (C) 2007-2008 Fest Rock - Oficjalny serwis internetowy Strona przystosowana do oglądania w rozdzielczości 1024 x 768